Case study · WordPress · AI · SEO

WordPress i treści AI – jak powstało Shen‑ti.pl/poczytaj

Kiedy w 2023 roku zakładałem swoją pierwszą stronę internetową, nie miałem pojęcia, jak bardzo ta decyzja wpłynie na moją ścieżkę zawodową. Dziś, po ponad 40 latach pracy w IT, z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że to właśnie ten projekt – blog o zdrowiu, masażu i akupunkturze – stał się fundamentem mojej obecnej specjalizacji: wykorzystania AI w tworzeniu treści i systemów webowych. Dziś chcę podzielić się tą historią, by oszczędzić Ci błędów, które sam popełniłem.

Zobacz live: shen-ti.pl/poczytaj →

Jak to się zaczęło – pomysł na pierwszą stronę

Nie miałem wcześniej doświadczenia z WordPressem ani z CMS‑ami. Chciałem jednak stworzyć przestrzeń, która będzie przyciągać użytkowników zainteresowanych zdrowiem naturalnym, a jednocześnie stanie się repozytorium rzetelnej wiedzy. Wybór padł na blog – narzędzia do content marketingu. Od razu pomyślałem o wykorzystaniu sztucznej inteligencji do generowania artykułów, bo już wtedy fascynowały mnie możliwości LLM‑ów.

Pierwsza wersja strony działała pod inną domeną, a jej wygląd i funkcjonalność zmieniały się wielokrotnie. Był to czas intensywnej nauki, eksperymentów i – nie ukrywam – frustracji, gdy coś nie działało. Ale właśnie te potknięcia dały mi najwięcej.

Dlaczego WordPress? Wybór CMS‑a i pierwsze konfiguracje

Zdecydowałem się na WordPressa, bo jest najpopularniejszym systemem zarządzania treścią i oferuje ogromną społeczność. Nie chciałem budować wszystkiego od zera – potrzebowałem elastyczności i szybkiego startu. Kierując się poradnikami takimi jak „Jak utworzyć nową stronę WordPress”, przeszedłem przez proces instalacji na serwerze, konfigurację bazy danych i pierwsze ustawienia motywu.

Początki były trudne: musiałem zrozumieć strukturę plików, różnicę między stronami a wpisami, działanie wtyczek. Ale z każdym dniem czułem, że WordPress daje mi narzędzia, o jakich marzyłem. To był też moment, w którym zacząłem budować swój „portfel sprawdzonych wtyczek” – tych, które nie kolidowały ze sobą i realnie ułatwiały pracę.

Tworzenie treści z pomocą AI – ponad 200 artykułów

Jeszcze zanim AI stało się modne, ja już testowałem generatory treści. Do stworzenia ponad 200 artykułów wykorzystałem narzędzia oparte na modelach językowych. Ale – i tu kluczowa uwaga – każdy tekst został przeze mnie sprawdzony, poprawiony i wzbogacony o osobiste doświadczenie. Jak pokazuje przykład z artykułu „Jak wspomagam się AI, by tworzyć treści zgodne z E‑E‑A‑T?”, AI bez ludzkiej korekty nie spełni standardów Google dotyczących doświadczenia i ekspertyzy. Wprowadzałem fakty z własnej praktyki, ujednolicałem terminologię, dodawałem kontekst polskiego rynku.

Obrazy również generowałem przy pomocy AI. Dzięki temu cała strona miała spójny, profesjonalny wygląd. Szybko przekonałem się, że AI potrafi być świetnym asystentem, ale redaktorem naczelnym musi pozostać człowiek. Dziś uczę tego na szkoleniu AI i marketing — Kampanie, content, SEO i analityka w praktyce, gdzie pokazuję, jak łączyć moc AI ze strategią contentową.

Gdy strona zaczęła spowalniać – wyzwania wydajnościowe

Po opublikowaniu około 200. artykułu zauważyłem, że strona ładuje się coraz wolniej. Mediana czasu ładowania przekraczała 5 sekund, a współczynnik odrzuceń rósł. Przyczyną była nie tylko duża liczba treści, ale też nadmiar wtyczek – niektóre z nich nie były zoptymalizowane pod kątem zasobów.

Rozwiązanie znalazłem w cachowaniu. Wdrożyłem LiteSpeed Cache oraz Redis do buforowania zapytań do bazy danych. Skorzystałem ze wskazówek z poradnika „3 kroki do lepszej wydajności na hostingu WordPress”. Efekt? Czas ładowania spadł poniżej 2 sekund. To doświadczenie uświadomiło mi, że wydajność trzeba planować od samego początku, a nie dopiero wtedy, gdy strona staje się nieużyteczna.

Ewolucja i ciągłe zmiany – jak strona dojrzewała

Shen‑ti.pl/poczytaj nigdy nie było projektem „skończonym”. Co kilka miesięcy zmieniałem layout, testowałem nowe wtyczki, poprawiałem SEO. Nauczyłem się, że optymalizacja pod kątem wyszukiwarek nie jest jednorazowym zadaniem – to proces ciągły. Analizowałem słowa kluczowe, poprawiałem nagłówki, dodawałem dane strukturalne.

Z czasem uprościłem też interfejs, rezygnując z nachalnych pop‑upów i zbędnych animacji. Strona stała się szybsza i bardziej czytelna dla użytkowników – a to przełożyło się na dłuższy czas spędzany na stronie i więcej powrotów.

Największe wyzwania i wnioski z budowy pierwszej strony

  • Krzywa uczenia się WordPressa – brak doświadczenia wymusił wiele godzin testów i czytania dokumentacji. Dziś wiem, że warto było.
  • Dobór wtyczek – to była prawdziwa droga przez mękę. Przetestowałem dziesiątki rozwiązań, zanim wybrałem kilka naprawdę stabilnych. Własny portfel sprawdzonych wtyczek to skarb.
  • Treści z AI – oszczędność czasu ogromna, ale bez ludzkiego oka nie ma mowy o jakości E‑E‑A‑T.
  • Wydajność – jeśli planujesz duży serwis, od razu pomyśl o hostingu z dobrą pamięcią podręczną i o lekkim motywie.
  • SEO to maraton – nawet najlepszy content wymaga ciągłego dostrajania.

To, co zaczęło się jako eksperyment, przerodziło się w profesjonalną pasję. Dziś, jako trener AI, pokazuję innym, jak uniknąć moich błędów – m.in. na szkoleniu AI dla marketingu, HR i operacji — ChatGPT w praktyce, gdzie uczę praktycznego wykorzystania LLM‑ów w codziennej pracy.

FAQ

Pytania i odpowiedzi o pierwszą stronę w WordPress

Czy warto zaczynać od WordPressa?

Tak, szczególnie jeśli zależy Ci na szybkim wdrożeniu i dużej społeczności. Daje mnóstwo możliwości rozbudowy, ale wymaga nauki i ostrożnego doboru wtyczek.

Ile czasu zajęło zbudowanie pierwszej strony?

Łącznie kilka tygodni, ponieważ łączyłem to z generowaniem i redakcją 200 artykułów. Przy mniejszej liczbie treści można zamknąć się w kilku dniach.

Czy AI może całkowicie zastąpić autora treści?

Zdecydowanie nie. AI tworzy szkielety, ale to człowiek wnosi doświadczenie, kontekst i unikalne spostrzeżenia – czyli dokładnie to, co Google nagradza w E‑E‑A‑T.

Jak przyspieszyć stronę z dużą ilością artykułów?

Należy wdrożyć cache (np. LiteSpeed), zoptymalizować obrazy, ograniczyć liczbę wtyczek i rozważyć Redis dla zapytań bazodanowych. Kluczowe jest również monitorowanie wydajności.

Jaki był największy błąd?

Zbyt późne zajęcie się wydajnością. Gdybym od razu włączył cachowanie i staranniej wybierał wtyczki, uniknąłbym frustracji związanej z wolnym ładowaniem.

Autor

O autorze

mgr Przemysław Gajek — trener AI i twórca stron TakAstro

mgr Przemysław Gajek

Trener i praktyk z ponad 40‑letnim stażem w IT, specjalizujący się w wykorzystaniu AI i LLM w biznesie. Twórca systemów takich jak Gabito, prowadzi szkolenia z zakresu ChatGPT, automatyzacji i budowy nowoczesnych aplikacji webowych.

Profil trenera →

Chcesz podobny projekt?

Porozmawiajmy o Twojej stronie

WordPress, landing page lub system dedykowany — pomogę uniknąć błędów, które sam popełniłem na początku.

Bezpłatna wycena